Jeszcze kilka lat temu samochód chińskiej marki był na polskich drogach ciekawostką. Kierowcy kojarzyli motoryzację z Chin przede wszystkim z kopiami europejskich modeli, prostą konstrukcją i markami praktycznie nieznanymi poza Azją. Ten obraz bardzo szybko przestaje być aktualny.
W salonach działających w Polsce można dziś znaleźć dziesiątki modeli producentów takich jak MG, BYD, Chery, Omoda, Jaecoo, BAIC, Leapmotor czy Geely. Chińscy producenci nie próbują już konkurować wyłącznie samochodami elektrycznymi. Coraz większą część oferty stanowią klasyczne auta benzynowe, pełne hybrydy oraz hybrydy plug-in.
Jesień 2026 roku przynosi dodatkowo zjawisko, które może jeszcze mocniej wpłynąć na rynek. Importerzy rozpoczęli duże akcje rabatowe. W przypadku niektórych modeli obniżki przekraczają 30 tys. zł, a samochody chińskich producentów zaczynają cenowo konkurować nie tylko z porównywalnymi SUV-ami europejskimi czy japońskimi, ale nawet z modelami należącymi do mniejszych segmentów.
Jednocześnie szybko rośnie liczba rejestracji. To oznacza, że nie mamy już do czynienia z eksperymentem kilku nowych producentów. Rozpoczyna się prawdziwa walka o znaczącą część polskiego rynku nowych aut.
Chińskie samochody w Polsce przestały być rynkową ciekawostką
Tempo zmian najlepiej pokazują liczby. Według danych przytaczanych przez „Auto Świat” w okresie od stycznia do sierpnia 2026 roku w Polsce sprzedano około 55,5 tys. samochodów chińskiej produkcji, co oznacza wzrost o około 126 proc. w porównaniu z analogicznym okresem wcześniej.
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja poszczególnych marek.
W samym sierpniu BYD zarejestrował w Polsce 1452 samochody osobowe, MG 1387, Chery 1106, Omoda 974, a Jaecoo 837. BYD osiągnął w tym miesiącu udział w rynku przekraczający 3 proc., a liczba rejestracji tej marki od początku roku przekroczyła osiem tysięcy.
To poziomy, przy których chińscy producenci zaczynają konkurować z markami obecnymi w Polsce od dziesięcioleci.
Za zmianą stoi kilka czynników.
Pierwszym jest cena. Chińskie koncerny mogą zaoferować duży samochód z bogatym wyposażeniem za kwotę, która u europejskiego producenta często wystarcza na znacznie skromniejszą wersję.
Drugim elementem jest wyposażenie standardowe. Duże ekrany, kamery 360 stopni, adaptacyjny tempomat, elektrycznie regulowane fotele, rozbudowane systemy multimedialne czy pakiety systemów bezpieczeństwa często znajdują się już w podstawowych lub średnich wersjach.
Klient nie musi więc konfigurować kilkunastu dodatkowych pakietów, żeby otrzymać samochód wyglądający podobnie jak egzemplarz prezentowany w reklamie.
Trzecim powodem jest zmiana strategii napędowej. Początkowo wiele chińskich marek próbowało zdobywać Europę przede wszystkim samochodami elektrycznymi. Problem polegał na tym, że zainteresowanie autami elektrycznymi rozwija się w poszczególnych krajach bardzo nierównomiernie.
Polski klient nadal często szuka samochodu, którym może bez planowania ładowania pokonać kilkaset kilometrów. Chińskie firmy szybko to zauważyły.
Dlatego coraz ważniejsze stają się hybrydy.
Dobrym przykładem jest BYD Seal U DM-i, który należy do najpopularniejszych modeli tej marki. Jest dużym SUV-em wyposażonym w napęd plug-in. Kierowca może pokonywać część codziennych tras na energii elektrycznej, ale podczas dłuższej podróży nadal może korzystać z silnika spalinowego.
Takie połączenie odpowiada potrzebom znacznie większej grupy klientów niż samochód wyłącznie elektryczny.
Równie interesujące jest pojawienie się marek należących do ogromnych koncernów motoryzacyjnych. Dla przykładu Geely funkcjonuje w ramach tej samej grupy kapitałowej, do której należy Volvo Cars. Chińska motoryzacja nie jest więc jednolitym zbiorem małych producentów próbujących wejść do Europy. Za częścią nowych marek stoją firmy posiadające ogromne zaplecze technologiczne, produkcyjne i finansowe.
Wojna cenowa dotarła do salonów. Rabaty przekraczają 30 tysięcy złotych
Najciekawszym wydarzeniem września jest skala obniżek.
Chery obniżyło cenę modelu Tiggo 7 Plug-in Hybrid w wersji Comfort z katalogowych 154 900 zł do 120 900 zł. Różnica wynosi więc 34 tys. zł. Tiggo 8 Plug-in Hybrid został natomiast przeceniony z 169 900 zł do 139 400 zł. Duże obniżki dotyczą przede wszystkim egzemplarzy wyprodukowanych w 2025 roku.
Nie tylko Chery próbuje przyciągnąć klientów ceną.
We wrześniowych ofertach pojawiają się promocje MG, Omody, Jaecoo i BYD. Interia wskazuje między innymi MG ZS przecenione do 72 500 zł oraz MG3 oferowane za 64 500 zł. BYD Dolphin G DM-i może być dostępny w promocji od około 105 tys. zł.
Takie ceny zmieniają punkt odniesienia dla całego rynku.
Jeszcze niedawno klient dysponujący kwotą około 100–120 tys. zł wybierał głównie pomiędzy miejskim autem, kompaktowym hatchbackiem albo podstawową wersją niewielkiego SUV-a. Jeżeli w podobnym budżecie zaczyna otrzymywać większy samochód z mocnym napędem i długą listą wyposażenia, europejscy i japońscy producenci muszą odpowiedzieć.
Nie zawsze będzie to jednak bezpośrednia obniżka ceny katalogowej.
Producent może zaoferować preferencyjne finansowanie, dodatkowe wyposażenie, ubezpieczenie, dłuższą gwarancję albo rabat flotowy. Dla klienta najważniejsze powinno być więc porównywanie końcowej kwoty, jaką rzeczywiście zapłaci za samochód, a nie wyłącznie cen znajdujących się w konfiguratorach.
Warto również dokładnie czytać warunki promocji.
„Rabat 20 tys. zł” nie zawsze oznacza, że cena samochodu została obniżona dokładnie o 20 tys. zł. Część importerów posługuje się określeniem „suma korzyści”. Może ona zawierać ubezpieczenie, GAP, preferencyjne finansowanie albo premię za pozostawienie poprzedniego samochodu w rozliczeniu.
Dlatego podczas porównywania ofert najlepiej zapytać sprzedawcę o trzy wartości: cenę katalogową konkretnego egzemplarza, cenę po rabacie przy zakupie gotówkowym oraz całkowity koszt samochodu przy wybranym finansowaniu.
Szczególną uwagę warto zwracać na rok produkcji.
Duże przeceny pojawiają się przede wszystkim przy samochodach wyprodukowanych w 2025 roku. Technicznie mogą to być całkowicie nowe pojazdy z minimalnym przebiegiem, jednak za kilka lat podczas odsprzedaży rok produkcji będzie miał znaczenie.
Auto kupione pod koniec 2026 roku, ale wyprodukowane w 2025, pozostanie w dokumentacji samochodem o rok starszym.
Nie oznacza to, że taka oferta jest niekorzystna. Jeżeli rabat rekompensuje różnicę w przyszłej wartości, zakup może być bardzo atrakcyjny. Trzeba jednak uwzględnić ten element w kalkulacji.
Cena nie jest wszystkim. Co sprawdzić przed zakupem auta chińskiej marki?
Największym błędem byłoby ocenianie nowych marek wyłącznie na podstawie ceny.
Samochód jest produktem kupowanym zwykle na kilka lat. W tym czasie znaczenie będą miały serwis, dostępność części, aktualizacje oprogramowania, ubezpieczenie, możliwość naprawy po kolizji oraz wartość pojazdu na rynku wtórnym.
Pierwszym elementem, który warto sprawdzić, jest sieć serwisowa.
Jeżeli najbliższy autoryzowany serwis znajduje się kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania, nawet bardzo atrakcyjna gwarancja może okazać się mniej wygodna, niż wygląda w reklamie. Sytuacja szybko się jednak zmienia. Rosnąca sprzedaż powoduje, że importerzy otwierają kolejne punkty dealerskie, a część istniejących dealerów europejskich marek zaczyna sprzedawać również samochody chińskie.
Drugą kwestią jest dostępność części.
W przypadku marki obecnej w Europie od kilkudziesięciu lat funkcjonują duże magazyny części oryginalnych i rozbudowany rynek zamienników. Przy nowych producentach stworzenie takiego zaplecza wymaga czasu.
Przed zakupem warto więc sprawdzić nie tylko długość gwarancji, lecz także sposób obsługi napraw gwarancyjnych i szkód komunikacyjnych.
Trzeci element to oprogramowanie.
Współczesne samochody są w coraz większym stopniu komputerami na kołach. System multimedialny steruje nawigacją, klimatyzacją, asystentami jazdy i wieloma ustawieniami pojazdu. Ważna staje się więc jakość polskiego tłumaczenia, szybkość działania systemu i częstotliwość aktualizacji.
Podczas jazdy próbnej warto spędzić kilka minut nie tylko na ocenie zawieszenia i silnika, ale również na korzystaniu z ekranu.
Kolejnym pytaniem pozostaje wartość rezydualna.
To prawdopodobnie jeden z największych znaków zapytania dotyczących nowych marek. Nie wiemy jeszcze dokładnie, ile kilkuletnie modele wielu chińskich producentów będą warte na rynku wtórnym, ponieważ część z nich pojawiła się w Polsce zbyt niedawno.
Sytuacja będzie się jednak szybko wyjaśniać. Im więcej samochodów trafia do klientów, tym większy będzie rynek aut używanych i tym łatwiej będzie określić realną utratę wartości.
Nie można również zakładać, że wszystkie marki rozwijające się dzisiaj w Polsce osiągną taki sam sukces. Rynek samochodowy jest wyjątkowo kosztowny. Sieć dealerska, magazyny części, marketing, homologacja i obsługa gwarancyjna wymagają ogromnych inwestycji.
Część producentów może zdobyć znaczący udział w rynku. Inni mogą po kilku latach ograniczyć obecność albo całkowicie wycofać się z Europy.
Dlatego przy wyborze samochodu warto patrzeć również na skalę koncernu stojącego za konkretną marką, tempo rozwoju sieci dealerskiej i liczbę już sprzedanych egzemplarzy.
Jednocześnie rosnąca konkurencja jest dobrą wiadomością dla klientów bez względu na to, jaką markę ostatecznie wybiorą.
Jeżeli chińskie samochody w Polsce nadal będą zdobywały udział w rynku w obecnym tempie, tradycyjni producenci będą zmuszeni reagować. Może to oznaczać atrakcyjniejsze ceny, bogatsze wyposażenie seryjne, dłuższe gwarancje i korzystniejsze finansowanie również w salonach europejskich, japońskich i koreańskich marek.
Największa zmiana nie polega więc tylko na pojawieniu się nowych logo na ulicach.
Chińscy producenci zaczynają zmieniać oczekiwania klientów wobec tego, ile wyposażenia, mocy i przestrzeni powinien oferować samochód za 100, 120 czy 150 tys. zł.
I właśnie ta presja może okazać się dla europejskiego rynku znacznie ważniejsza niż wynik sprzedaży pojedynczej marki.




