Rosyjskie akty sabotażu, cyberataki oraz przypadki pojawiania się dronów były tematem wypowiedzi gen. Alexusa Grynkewicha podczas posiedzenia komisji bezpieczeństwa i obrony Parlamentu Europejskiego. Naczelny dowódca sił NATO w Europie ocenił, że tego rodzaju działania przypisywane Rosji nasilają się w ostatnich miesiącach w różnych państwach kontynentu.
Według amerykańskiego generała jednym z celów rosyjskiej aktywności jest osłabienie gotowości państw NATO do dalszej pomocy Ukrainie. Grynkewich wskazał, że działania destabilizacyjne mogą być elementem szerszej presji na europejskie społeczeństwa i rządy.
Publiczne wskazywanie odpowiedzialnych
Jako właściwą reakcję dowódca wymienił przede wszystkim publiczne przypisywanie odpowiedzialności za konkretne operacje. W jego ocenie taki komunikat pokazuje organizatorom i sponsorom ataków, że państwa Sojuszu rozpoznają charakter prowadzonych działań. Ma to również podnosić koszty organizowania kolejnych operacji.
Drugim elementem odpowiedzi powinno być, zdaniem Grynkewicha, zwiększanie wsparcia dla Ukrainy. Generał uznał, że utrzymanie pomocy dla tego państwa jest ważne także z punktu widzenia odporności europejskich państw na presję i działania hybrydowe.
Dowódca NATO: Rosja działa ostrożniej
Grynkewich ocenił jednocześnie, że działania NATO przynoszą rezultaty. Jak przekazał, Rosjanie mają zachowywać większą ostrożność, jeśli chodzi o przekraczanie granic państw bałtyckich i Polski przez drony. Ma to być związane z uruchomieniem operacji Eastern Sentry, określanej po polsku jako Wschodnia Straż.
Wypowiedź generała padła w czasie, gdy państwa regionu reagowały na kolejne zagrożenia związane z rosyjskimi atakami na Ukrainę. W nocy z 28 na 29 września Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alerty do mieszkańców części województw lubelskiego i podkarpackiego. Wcześniej na Lubelszczyźnie uruchamiano także syreny alarmowe.
Incydent w pobliżu polskiej granicy
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że dron odrzutowy uderzył po ukraińskiej stronie, około dwóch kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Z przekazanych informacji wynikało, że polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zwołał w związku z sytuacją sztab kryzysowy. Jak podano, procedury zadziałały zgodnie z planem. W regionie trwa również rozwój systemu ostrzegania: do końca roku liczba syren z możliwością zdalnego uruchamiania ma wzrosnąć do tysiąca.
Źródła
- Gazeta.pl — Wiadomości — 29.09.2026 05:02
- Radio ZET — Wiadomości










